Domowa szkoła – o wadach i zaletach homeschoolingu, Jolanta Reisch

0
37
homeschool kobbieciarnia

homeschool kobbieciarnia

Gdy na łące gonimy motyle, wtedy jest lekcja przyrody. Gdy wieczorem siedzimy na werandzie i patrzymy na gwiazdy, mamy lekcję astronomii. A jak pieczemy razem pierniki – mamy lekcję chemii, fizyki i prac ręcznych…. –
Napisałam to lata temu, mieszkając w Londynie i ocierając się o system edukacji zwany homeschoolingiem… Po latach powracam do rozważań na ten temat.

Nasza przyszłość jest w rękach naszych dzieci – głosi ludowa mądrość. Dlatego wielu rodziców starannie selekcjonuje szkoły, do których posyła swoje dzieci. Jedni zaciskają pasa i odkładają na prywatną naukę. Jeszcze inni decydują się na edukację domową. Żeby ją dobrze realizować potrzeba chęci, samodyscypliny i solidnego zaplecza finansowego.

Jak w starym dworku…

– Nauka w domu to nic nowego – śmieje się Magdalena, matka 10-letnich bliźniaków, Kuby i Bartosza, z zawodu psycholog, w Londynie od 4 lat. Jej zdaniem wspaniałym zapleczem do domowej edukacji były wielopokoleniowe i liczne rodziny. – Ja się w takiej wychowałam – wspomina. – Babcia uczyła mnie jak gotować pierogi, upiec ciasto ze śliwkami, robić na szydełku i na drutach,a nawet szyć własne ubranka dla lalek. Dziadek zabierał do lasu na wycieczki rowerowe. Razem bawiliśmy się w ogródku, zbijaliśmy domki dla ptaków i malowaliśmy na jego wielkiej desce kreślarskiej pierwsze w życiu komiksy.
– My żyjemy na emigracji, z dala od tej familijnej otoczki. Ucząc dzieci w domu chcę, by miały jej przedsmak.
– Dlaczego robisz to swoim dzieciom, zapytała mnie jeszcze w Polsce znajoma, zdecydowana przeciwniczka domowej edukacji – wspomina Bożena Urbańska, matka 5-letniego Adriana, 9-letniej Matyldy i 13-letniej Zosi, obecnie mieszkanka Leeds. – Robię to, bo je kocham. Nie życzę sobie, aby jakiś sfrustrowany nauczyciel popaprał im psychikę. Co z tego, że w szkole mają kontakt z rówieśnikami? Mają też kontakt z przemocą, wulgarnym językiem, agresją…

Fizyka na łonie natury

Wspólne wycieczki, wyprawy do muzeum, na plażę, na łąkę; to wszystko jest okazją do nauki – twierdzi Bożena. – Gdy na łące gonimy motyle, wtedy jest lekcja przyrody. Gdy wieczorem siedzimy na werandzie i patrzymy na gwiazdy, mamy lekcję astronomii. A jak pieczemy razem pierniki – mamy lekcję chemii, fizyki i prac ręcznych. Oczywiście codziennie też siadamy przy stole, wyciągamy podręczniki, robimy notatki w zeszytach. – Właściwie cały czas spędzany z dziećmi to nauka – uzupełnia Magdalena. – Najpierw uczysz ich chodzenia, mówienia, rozpoznawania kolorów… Gdy są starsze, tylko poszerzasz ten krąg wiedzy.

Dzicy czy społecznie przystosowani?

– Miałam okazję spotkać dzieci tak kształcone. Jeszcze jako dzieci i potem jako osoby dorosłe. Są nieprzystosowane, trzymane pod kloszem – Ania Harsley, mieszkająca od wielu lat w Wielkiej Brytanii, jest edukacji domowej wyjątkowo przeciwna – Nie mają pojęcia o życiu we współczesnym społeczeństwie. Rodzice hodują dziwaków, wypaczonych i niegotowych na zmierzenie się z rzeczywistością
– Każdy ma prawo wychowywać swoje dziecko jak chce – zżyma się Bożena – Zachowania społeczne. Jak najbardziej? Zabawa z dziećmi na podwórku, a często są to dzieci z różnych etnicznie rodzin, to przecież nauka zachowań społecznych jak najbardziej. Jest rodzina, są przyjaciele i dzieci przyjaciół. Są zajęcia pozalekcyjne, różne kury, harcerstwo, zajęcia sportowe… – Owszem, trzymam moje bliźniaki pod kloszem – przyznaje Magdalena – I co w tym złego? Ale uczę ich też jak nawiązywać kontakty oraz być asertywnym.

Po polsku – angielsku

Wielu polskich rodziców na Wyspach dużą wagę przywiązuje do poprawnej angielszczyzny swoich dzieci. Jak połączyć naukę obcego nam języka z edukacją domową?. Nad tym problemem zastanawiała się Beata Świderska, która od 3 lat mieszka w Luton. Przyjechała do Anglii rok temu z 5-letnią Dominiką i 8-letnią Patrycją. – Nie nauczę ich angielskiego tak jak to zrobi szkoła.
W takim wypadku można skorzystać z pomocy innych członków lokalnej grupy pomocowej – wyjaśnia Bożena – Taki rodzaj barteru: oni nasze dzieci angielskiego, my w zamian ich dzieci matematyki.

Nie dla biednych

Aby edukować dzieci w domu, jeden rodzic musi zostawać z nimi przez cały dzień, czyli nie pracować zawodowo i nie zarabiać. Rodzina nie może liczyć też na pomoc finansową państwa. A wydatki są. I to spore. Należy zaopatrzyć się w program nauczania (curriculum) oraz podręczniki dla nauczycieli i dla dzieci. Trzeba kupić przybory szkolne i pomoce naukowe, np. mikroskop, lunetę, instrumenty muzyczne. W Anglii dostępna jest też opcja „flexi”. Wtedy dzieci mogą brać udział w zajęciach w sali gimnastycznej czy tematycznych laboratoriach.

Domowa edukacja jak powróz?

Orędownicy nauki w domu bardzo emocjonalnie bronią swoich poglądów. Równie silnych argumentów używają przeciwnicy domowej edukacji. – Nie można pozbawiać dziecka szkoły. To dla niego cały świat – twierdzi Ania Harsley – Tam uczą się, jak funkcjonować w grupie. Tam zawiązują pierwsze przyjaźnie czasami na całe życie, przeżywają pierwsze zauroczenia…, Szkołę dziecko powinno przeżyć. Ze wszystkimi jej urokami, koszmarami, niedociągnięciami, i piekłem.. – Aż mnie otrząsa na myśl o skazywaniu dzieci na kontakt z rodzinami 24 godziny na dobę siedem dni w tygodniu – Beata z Londynu, grafik komputerowy, matka 9-letniego Damiana i 13-letniej Toli. – I w drugą stronę. Odetchnęłam z ulgą, gdy moje dwa „kłopotki” poszły najpierw do przedszkola a potem szkoły. Czy dlatego jestem gorszą matką? Sądzę, że domowa edukacja to przywiązanie do siebie dziecka powrozem.
– Jesteśmy świadomymi rodzicami, dlatego zdecydowaliśmy się na edukacje domową – ripostuje Bożena – Tu w Anglii jest wybór: szkoła z internatem, szkoła publiczna, szkoła prywatna, edukacja domowa. My uznaliśmy, że ta ostatnia jest dla naszych dzieci najlepsza. To jest ten nasz wybór.

źródło: mamanieidealna.blog.onet.pl

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here