ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

dziecko dieta kobbieciarnia

Spotkało mnie to 3 dni temu i do tej pory nie potrafię się otrząsnąć. Było to tak: za koleżankę wydawałam (chociaż nie ciepię tego słowa), więc wydawałam obiady w szkole. Dzieciaki wcinały makaron z sosem pomidorowym, serem i kukurydzą, aż miło. Wreszcie przyszła kolej na zerówkę. Dostali swoje na talerz. Jedzą.. Wyniosłam gary do kuchni. Tam mnie zdybała.

Ja już nie chcę więcej jeść, bo się odchudzam – usłyszałam za plecami dziecięcy głosik.
Za mną stała drobna blondyneczka, lat 6, w różowej sukience upaćkanej pomidorowym sosem. Mowę mi odjęło tylko na chwilę, gdy ją odzyskałam, zapytałam:
Co robisz?
Odchudzam się…
– A co to znaczy?
– Żeby być chudą!
– Ale ty jesteś chudziutka. To po co chcesz się odchudzać?
– Nie wiem… – usłyszałam w odpowiedzi.

Osłabiona tą nietypowa wymianą zdań, oświadczyłam Marysi/Krysi/Amelce/Klarze, czy jak tam ma na imię, że odchudzanie jest jej zupełnie niepotrzebne. Popatrzyła na mnie wielkimi oczami, wykrzywiła usteczka, wyrzuciła talerz z jedzeniem do kosza, zakręciła na palec rożek sukienki i poszła. Chyba mi nie uwierzyła.

Owszem, wiem coś o odchudzaniu. Całe życie nic innego nie robię i to z marnym skutkiem. Z tym, że ja akurat mam z czego się odchudzać. Zawsze miałam. Ale ten pomysł pierwszy raz przyszedł mi do głowy w ogólniaku (wtedy moje pokolenie pozwalało sobie na pierwsze miłostki), a tak już na serio, to przed studniówką.

Kilka razy słyszałam z ust koleżanek mojej młodej, coś tam o odchudzaniu. Co dziwne, zawsze padało to z ust dziewczynek, które swą chudością prowokowały myśl o tym, że złamią się przy najlżejszym dotknięciu.

Moja znajoma przez lata prowadziła ośrodek leczący zaburzenia żywienia, w tym anoreksję. Dziewczyny, które tam trafiały, często na skraju wyczerpania fizycznego, były przypadkami nierzadko beznadziejnymi. „Wyprowadzenie” ich z choroby, tak choroby, to praca żmudna, trudna, niewdzięczna… Efekt jest, albo go nie ma. Często jest krótkotrwały, bo gdy tylko znikną sprzed oczu terapeutki, wracają do starych nawyków. Gdy M. wspomina leczone tam dziewczyny, zawsze jej twarz przyobleka się w smutek. I troskę.

Moje własne dziecko przypomina wieszak na ubrania, chociaż na obiad potrafi zjeść tyle co górnik po szychcie. – Mamo, mogę drugiego kotleta… pyta często. A na żarcik o tym, że przechodzimy na wegetarianizm blednie, i w oczach ma strach… moje mięsożerne dziewczątko.

Nie dla anorektycznych modelek”, „Grube kary za zbyt chude modelki”… takie tytuły można znaleźć w mediach, a francuski parlament nawet przegłosował w tej sprawie ustawę. O tym, czy modelka będzie mogła prezentować ubrania podczas pokazów zdecyduje jej wskaźnik masy ciała (BMI). Jeśli okaże się mniejszy od 18 (czyli ustalonego w ustawie) nie zostanie wpuszczona na wybieg. Oznacza to, że modelka przy wzroście 180 cm powinna ważyć co najmniej 57.5 kg. Przed podpisaniem kontraktu musi być dokładnie zważona – tak to sobie postanowili na najwyższym szczeblu ustawodawczym.

Sześcioletnie dziecko samo sobie nie wymyśli, że musi się odchudzać. To wiedza nabyta. Od kogoś, z kogo zdaniem trzeba się liczyć. Od koleżanki w szkole, na przykład. Albo od starszej siostry. Albo od mamy. Zgubny wpływ ma też pewnie telewizja (na szczęście u nas w domu telewizji jak na lekarstwo).

Rodzice, podczas różnych okazji, chlapią jęzorem co im ślina na język przyniesie, nie zastanawiając się, że małe dziecko ma wielkie uszy. Słyszy wszystko, zapamiętuje, przetwarza w małej główce i po swojemu wprowadza w czyn. Nie zawsze mądrze.
W systemie: rodzic – dziecko, ten pierwszy powinien być tym mądrzejszym. Nie zawsze się to udaje. Warto się jednak postarać. Dla dobra dziecka, przede wszystkim.

źródło: mamanieidealna.blog.onet.pl

- A word from our sposor -

„Ja się odchudzam” – rzecze 6-letnie dziewczątko. O odchudzaniu kilkulatków