O tym, jak uratowałam własną matkę… Niekonwencjonalne metody leczenia RAKA

14
290

Oto moja mama.

Długo biłam się z myślami czy opisać jej historię walki z nowotworem. Z jednej strony, to wywlekanie na wierzch prywatności mojej rodziny, z drugiej – szansa, że ktoś, cierpiący dziś podobnie jak i Ona, trafi na ten artykuł i odnajdzie w nim nadzieję.

mama guzior rutyna kobbieciarnia2Diagnoza…

Mama zachorowała 4 lata temu. Ni stąd ni zowąd w pracy dostała krwotoku. Poszła więc do lekarza, aby ustalić przyczynę. Wyrok brzmiał jednoznacznie: „Nowotwór szyjki macicy, stadium nieoperacyjne”. Uwierzyła lekarzom, że będzie leczona. Rokowania były dobre, przygotowywała się więc do przyjęcia na oddział onkologiczny. Zaczęły się terminy, badania, kolejne wyniki… Upłynęło 4,5 miesiąca. Przez cały ten czas, obiecywano jej pełne leczenie – 28 lamp, radioterapia. Tydzień przed wyznaczonym terminem, zadzwoniła do mnie jednak lekarz prowadząca. W słuchawce zapadł kolejny wyrok: mama nie kwalifikowała się do pełnego leczenia; kolejne badanie (PET) wykazało przerzuty do węzłów chłonnych miednicy oraz płuc.

Zaproponowano nam 5 lamp (tylko na szyjkę macicy), poza tym, leczenie paliatywne. Płakałam w pracy, w domu; płakałam kiedy budziłam się rano i gdy wieczorem, kładłam się do łóżka:

– „To naturalna eutanazja, tylko bez zastrzyku…” .- myślałam wówczas, pogrążona w rozpaczy.

Zastanawiałam się, jak powiedzieć mamie, że właśnie, komisyjnie odebrano jej nadzieję. Naprzeciw mnie, siedziała klientka. Choć nie było to profesjonale, łzy leciały mi strumieniami, a ja nie potrafiłam ich zahamować. Słusznie, to dzięki nim zdarzył się cud, a Klientka, okazała się Aniołem, który podarował nam nadzieję.

Nadzieja umiera ostatnia…

Powiedziała żebym nic się nie martwiła. Ona również chorowała z tym, że bez przerzutów. Kuzynka-pielęgniarka, sprowadzała dla niej Amigdalinę (B17), aż z Meksyku.

Tonący brzytwy się chwyta. I ja, chwyciłabym się więc wszystkiego, aby uratować moją mamę. Zaczęłam przeglądać Internet, natrafiłam na mnóstwo artykułów i książek dotyczących terapii metabolicznej, terapii Gersona i wielu podobnych. Po przekopaniu się przez wszystkie mądrości, jakie napisano w tym temacie, znalazłam w końcu człowieka, który sprowadzał Amigdalinę. Bałam się jednak stosować ją na własną rękę, a liczenie na pomoc lekarza, przy wyborze metod niekonwencjonalnych, mijało się z celem. O dziwo, udało się jednak umówić spotkanie.

mama córka dorosła córka kobbieciarniaZa wskazówki udzielone w przyjemnym zajeździe skasował 200zł. To niewiele za to, co dla nas uczynił. Po przeczytaniu dokumentacji medycznej mamy stwierdził, że rokowania pozostają kiepskie, a szanse na pełne wyzdrowienie znikome. Byłam przygotowana – zadawałam setki szczegółowych pytań, a mąż notował w zeszycie. Uświadomiono nas, że terapia jest droga – obowiązuje zasada wszystko albo nic. Wiedziałam jednak, że jeśli jest choć cień szans, na to, że uda się uratować życie mamy, warto podjąć walkę.

kobieta rak sylwia malarz kobbieciarniaBałam się jak nigdy przedtem. A to że zabraknie środków na leczenie (moja mama otrzymywała najniższą krajową, a potem już tylko 600 zł; byliśmy zdani na siebie), a to że, nie podołam tej walce. Najgorsza byłaby jednak utrata nadziei – póki się tliła, wszystko było możliwe.

– „Chory człowiek zjadłby reklamówkę byle przeżyć” – powiedziała kiedyś moja mama. Jak więc Ja – jej własna córka, mogłam postawić na niej krzyżyk? Patrzeć spokojnie jak umiera! Nie mogłam spać, cierpiałam na silne bóle żołądka, płakałam. Mąż wspierał mnie, tulił i pocieszał. Sam stracił ojca; on również chorował na raka, choć nie chciał podjąć leczenia.

Przy mamie udawałam silną, mówiłam jej: „damy radę”, opowiadałam historie wyleczonych osób… Oj jaką byłam dobrą aktorką. Wewnątrz przepełniał mnie strach. Lęk, że to wszystko na nic. W życiu stoczyłam wiele walk, lecz ta, była najtrudniejsza. Wszystko zostało ustalone – mamę zabraliśmy do siebie, zamówiliśmy wszystkie leki, inhalator, przyrząd do lewatywy, maszynkę do soków, mnóstwo warzyw, owoców… Wróciła ze szpitala, gdzie spędziła 5 dni (radioterapia szyjki macicy); terapię zaczęliśmy tuż przed Świętami Bożego Narodzenia.

na zdj. Sondria Browne bohaterka felietonu The Telegraph nt. walki obiet z rakiem
na zdj. Sondria Browne bohaterka felietonu The Telegraph nt. walki obiet z rakiem

Zjechała większość rodziny. Wiedzieliśmy, że Święta mogą być ostatnie. Były prawdziwym koszmarem. Mama – słabiutka, przechodziła właśnie przez początek terapii. Po wyjeździe rodziny ruszyła cała machina. Hydrokolonoterapia, później lewatywy, 3 razy dziennie (z wody i parzonej kawy). Przygotowałam je dla mamy skrupulatnie, a ona sama, dzięki odpowiedniemu przyrządowi, robiła je w intymności. Dalej była już sokoterapia (8-10 soków dziennie), odpowiednia dieta (przez pierwsze 3 tygodnie bezmięsna), zero cukru, ani soli i tysiące innych zakazów. Była i cała lista tabletek, podawanych kilka razy dziennie. Były 2 zastrzyki Amigdaliny, podawane co dzień, domięśniowo (tym zajmował się Andrzej, miał doświadczenie, dawał zastrzyki babci i tacie). Dbaliśmy o inhalację oraz ruch.

„Szefowa….”

Stałam się straszną szefową – kontrolowałam, dawkowałam leki, sprawdzałam, zmuszałam mamę do wypicia kolejnego soku, zrobienia kolejnej lewatywy, wyjścia z domu lub wyjazdu. Nie oszczędzałam jej. Raz złapałam ją, jak próbowała skonsumować chleb ze smalcem…

Może to straszne, ale weszłam jej wtedy na ambicję. Powiedziałam, że kończymy terapię i oddamy leki tym, którzy naprawdę chcą żyć. Zapytałam, czy zdaję sobie sprawę, że terapia kosztuje miesięcznie więcej niż nasze dochody razem wzięte. Zadzwoniłam też do siostry i do cioci, obie prosząc o zrobienie tego samego. Zadziałało. Mamie zrobiło się głupio. Od tego momentu, starała się bardziej. Po miesiącu – pierwsze badania i… sukces! Guz szyjki macicy zniknął bezpowrotnie, a te, w płucach oraz węzłach chłonnych, zmniejszyły się znacząco. Uwierzyliśmy… Dostaliśmy promyczek nadziei.

śmierć mamy kobbieciarnia płacz kobieta smutekKrok do tyłu…

Pani doktor zaproponowała chemię. Byłam przeciwna, ale mama chciała. To była jej decyzja. Po pierwsze zepsuła się krew, po drugie dostała wstrząsu w trakcie podawania, dostała ją tylko 3 razy. Później karmiliśmy mamę wątróbką, poiliśmy czerwonym winem. Nasz doktorek mówił, aby tylko nie dopuścić do transfuzji krwi, oby rak nie odżył! Nie dopuściliśmy. Chemia zepsuła wszystko!

Nastąpiła progres w rozwoju choroby, guzki w płucach powiększyły się. W trakcie stosowania chemii, nie mogliśmy podawać naszej terapii. W końcu mama pozwoliła się przekonać, że chemia to całe zło i zaczęliśmy z powrotem stosować naszą terapię. Zrobiliśmy prywatnie badania TK i inne – żadne z nich nie przysługiwały mamie za refundacją. Kolejnych kilka miesięcy terapii, bez leczenia onkologicznego poskutkowało sukcesem, guz w szyjce macicy już się nie pojawił, w węzłach chłonnych miednicy została maleńka kropeczka i jeden niewielki guzek w płucach. To był nasz mały sukces, światełko w tunelu.

Przed wyznaczoną wizytą w poradni onkologicznej zrobiliśmy mamie kolejne, prywatne TK w Krakowie. Na wszelki wypadek, wzięłam wyniki badania ze sobą. Pani doktor zbadała mamę i oznajmiła uradowana, że została mała tylko rzeczona „kropeczka” na płucach i że bez problemu sobie z nią poradzimy. Zgodziła się, że chemia jest dla mamy niewskazana, wreszcie – zaproponowała Cyber Knife. Nagle mama zaczęła znów nadawać się do normalnego leczenia. Z torebki wyciągnęłam płytę z badaniem TK. Powiedziałam, że się myli – w węzłach chłonnych, też coś zostało. Była zła jak osa, okrzyczała mnie twierdząc, że powinnam ją uprzedzić przed badaniem… Zrobiłam to celowo. Chciałam poznać jej wersję.

śmierć mamy kobbieciarnia płacz kobieta smutekLekarz z piekła rodem…

Możecie wierzyć lub nie, ale dopóki nie miałam styczności z onkologią, wydawało mi się, że pacjentów z tak śmiertelną chorobą, traktuje się z delikatnością. W teorii owszem, niestety, w praktyce niekoniecznie. Najgorsze są kolejki i całodzienne czekanie; wiadomo, lekarze nie mają na to wpływu. Maja jednak wpływ na samopoczucie pacjenta i jego rodziny. Pani doktor od początku była nieuprzejma. Kiedy zagadnęłam na oddziale, jak tam leczenie, stanęła naprzeciw mnie, bawiąc się telefonem. Zapytała czego od niej oczekuje – nie wie co na oddziale, bo jej tam nie ma. Powiedziałam zdziwiona: „Jak to, przecież stoi Pani naprzeciwko mnie?!”. Wzruszyła ramionami. Wtedy zrozumiałam, że o pacjenta onkologicznego musi walczyć rodzina.

Dopiero po przejrzeniu płytki z prywatnym TK, zrozumiała, że musi liczyć się z nami bardziej. Nagle okazało się, że potrafi się uśmiechać i wznosić na wyżyny uprzejmości. Trudno się dziwić, przy takich efektach, od ordynatora zbierała same gratulacje. Próbowałam uświadomić jej, że wspomniany „cud”, to nie tylko jej zasługa, ale przede wszystkim nasza terapia – mówiła, że nic jej to nie obchodzi; że nie chce nic o tym słyszeć. Nieraz zastanawiałam się skąd u niej taki brak empatii, ponoć jest dobrą lekarką. Być może straciła zbyt wielu pacjentów, dlatego do tych paliatywnych, przestała się przywiązywać. Złe traktowanie kolejnych i zwykła opryskliwość nie były jednak rozwiązaniem.

kobieta rak sylwia malarz kobbieciarniaCud…

Mamę dwukrotnie poddano Cyber Knife na płuca; my, stosowaliśmy terapię, cały czas dostawała zastrzyki. Udało się. Po 1,5 roku. Od tego czasu mama jest zdrowa.

Nadal profilaktycznie stosuje amigdalinę, jest pod opieką poradni onkologicznej, jednak dzięki Bogu, wciąż pozostaje zdrowa. Nie wiem co dokładnie zadziałało, wiem jedynie, że znajomi mamy z poradni onkologicznej, umierali w międzyczasie, nawet w słabszym stadium choroby. Wierzę, że Amigdalina (Wit B17), oparta nań terapia, wsparcie rodziny, modlitwa i być może Cyber Knife, złożyły się na sukces. Przede wszystkim, pomogła jednak silna wolna mamy. Jeśli znajdujecie się w podobnym stanie, życzę Wam jej zdecydowanie najwięcej.

Terapia stosowana przez mamę:

  • Sokoterapia (8-10 szklanek dziennie, soku z granatu, marchewki z jabłkiem, zielonych soków (min. z różnych sałat, selera naciowego, szpinaku, kapusty czerwonej, papryki) z kiwi, pomidorów itp.
  • 1 raz dziennie rano -Kefir+1 łyżka otręb owsianych+1 łyżki siemienia lnianego+2 łyżki Olej Lniany Budwigowy+koperek.
  • 2-3 razy dziennie lewatywy z wody i kawy.
  • Złoto i Srebro Koloidalne (inhalacje + w postaci płynnej przed posiłkami).
  • Pestki gorzkiej moreli (naturalna amigdalina) mama zaczynała od 3 do 20 dziennie. Uwaga, te pestki powodują zawroty głowy, organizm musi się przystosować.

Pozostałe:

  • Zastrzyki Amigdaliny (B17)
  • Tabletki Amigdaliny
  • Witamina C
  • Witamina B15
  • Witamina PP
  • Witamina A+E (emulsja)
  • Witamina E (kapsułki)
  • Enzymy trawienne
  • AHCC
  • Koenzym Q10
  • Jęczmień zielony
  • Selen
  • Multiwitamina
  • L-Lizyna
  • L-Prolina
  • Chrząstka Rekina
  • Angio Protect
  • Sak Ems Factitum
  • Minerały Schindeles
  • Witamina D3
  • Złoto i Srebro Koloidalne

Stosowaliśmy oryginały, żadnych zamienników!.

Przyprawy: kurkuma, pieprz Cayenne, czosnek

Ścisła dieta, bez cukru i soli, pieczywa i mięsa przez pierwsze 3 tygodnie. Później tylko kurczak z naturalnej hodowli (od znajomych), tłuste ryby, gęsina, chleb orkiszowy.

Pozdrawiam,

Anna Guzior-Rutyna

właściciel w: Centrum Zapoznawcze Zolyty

randki-swatki-kobbieciarnia

14 KOMENTARZE

  1. BArdzo prosze o odpowiedź, czy soki z warzyw zielonych i kolorowych były robione z warzyw sklepowych? Sałaty, roszponka, seler, rukola, szpinak do soków? takie z paczki juz umyte???
    To bardzo ważne, bo nam powiedziano, że tylk oEKologiczne, a takich nei psposób zdobyc cały rok.
    To bardzo konkretne pytanie.
    Pozdrawiam, dziękuje i gratuluję,

  2. najbardziej kancerogenną reczą jest wieprzowina i istnieje całkowity zakaz robienia karmy dla zwierząt z wieprzowiny i mimo że jest to najtańsze mięso żadna szanyjąca się firma takiej karmy nie robi można sprawdzić bo mniejsze ciałko zwierzątek jednak szybciej dostaje raka na wieprzowinie. A my ludzie jemy ta trutkę ze smakiem a potem dziw ze mamy raka, Ja miałam guza i juz jestem dawno po wyleczeniu i nie jemnigdy wieprzowiny. Guza miałam w 2003 roku a do dzis 2017 nie mam śladu żadnych guzów i wiem ze nic nie będę miała.

  3. Pani MAgdo, skad takei wiadomości? to ważne, co pani pisze, jednak do tej pory nie spotkałam siez taka opinią. Czy chodzi o sposób hodowania zwierząt i ich uśmiercania? czy też o rodzaj/gatunek zwierzęcia? Oraz bardzo prosze o podanie źródła tych wiadomości.
    Pozdrawiam. Gratuluję wyzdrowienia.

  4. Wieprzowina jest prozapalna.

    Gratuluję p. Ani. To że mama wyzdrowiala to sprawiła Pani determinacja. Mamy zgodą na to też miała bardzo duże znaczenie – moja mama nie chciała zrezygnować … dziś jej nie ma…

  5. wspierałam leczenie ekstraktem konopnym CBD + CBDA 6 % dzięki temu olejkowi lepiej przechodziłam chemioterapie , nie miałam odruchu wymiotnego i nie byłam tak osłabiona , Miałam kłopoty ze spaniem, po spożyciu ekstraktu śpię jak niemowlę, po południu czułam się zmęczona, teraz mimo walki z choroba poziom energii o wiele wyższy i utrzymuje się przez cały dzień…. ekstrakty konopne maja dowiedzione właściwości w blokowaniu oraz rozprzestrzenianiu się komórek nowotworowych widząc lepsze wyniki jestem pełna nadziei przeczytacie o produkcie który mi pomaga tu https://konopiafarmacja.pl/wyroby-z-konopii/17-konopny-ekstrakt-cbd-6.html

  6. CBD jest silnym inhibitorem proliferacji komórek raka piersi, przerzutów i wzrostu guza. Kannabidiol niszczy komórki nowotworowe wyłączając u nich ekspresję genu ID-1, który jest odpowiedzialny za rozprzestrzenianie się komórek rakowych (przerzuty). Oczywiście nie możemy oczekiwać od niego takiej samej mocy jak np..w przypadku sativexu na receptę ponieważ THC jest ograniczone do 0,2% , ale jest to jedyny sposób na walkę z nowotworem na jaki mnie stać.
    Ze względu na mój kiepski stan zdrowia odmówiono mi chemii dlatego za wszelką cenę próbowałam podnieść swoją odporność i wagę. Jestem 2 tydzień na ekstrakcie 5% CBD essenz ( konopiafarmacja.pl) przede wszystkim poprawił się mój apetyt więc i waga powoli rośnie. Czuję się lepiej, wcześniej nawet nie wychodziłam z łózka. Dla mnie jest to ogromny postęp w kuracji dający nadzieję. koszt miesięcznej to ok 120 zł. Chociaż w późniejszym etapie można brać kropli mniej wiec i na dłużej będzie starczał. Gdybym miała wydawać co miesiac 2500 tys zł. to na 6 miesięczną kurację musiałabym sie zadłużyć na dobre kilka lat spłacania kredytu :/ Mam nadzieje, że zmieni się coś w tej kwesti i legalnie bedzie mozna posiadać konopie na medyczny użytek. Czytam, że chemia u twojej mamy była powodem nawrotu i zastanawiam się czy nie podjąć się waszej kuracji, chociaż nie wiem czy bedzie mnie na nią stać. W tej chwili olej cbd + dieta bez-cukrowa. Witamina C na chwilę obecną tylko w planach ( dostałam wizytówkę na wlewy)

  7. Jestem najlepszym przykładem tego, że naturalne leczenie powinno asystować leczeniu u lekarzy. Miałem przerzuty w raku nerki do kości krzyżowej, śledziony i wątroby, oraz jedno małe ognisko w mózgu. Rodzina prosiła abym poddał się chemioterapii więc się poddałem ale nie okazała się skuteczna. Zdecydowałem się szukać alternatyw i zdecydowałem się na stosowanie olejków z CBD Metodę stosowałem 3 miesiące czyli 20 kropli dziennie i wykonałem badanie PET i zniknęły wszystkie przerzuty oprócz jednego w śledzionie. Ten ostatni przerzuty zniknął po 2 miesiacach razie stosowania CBD. Stosowałem zarówno chemioterapie i metodę naturalną. Nie wiem co było ważniejsze, ale skoro po chemioterapii nic dobrego się nie stało, wydaje mi się, że i bez niej metoda olej CBD wyleczyła mojego raka. Dziwne, że w szpitalach przypisuje się tylko i wyłącznie leki i promieniowanie. olej CBD 5 % essenz który stosowałem kupowałem online ze strony http://www.konopiafarmacja.pl

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here