ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Męski apartheid kobbieciarnia

Kłótnia, jak każda inna, a po niej słodkie przeprosiny. Następnego ranka mój facet wysyła mi na facebooku link do traileru Listów do M.2, do których obejrzenia przekonywałam go przez ostatni miesiąc – bezskutecznie. Pisze, że kupił bilety na przedpremierę. Wyłączam okno czatu, wysławszy dwie uśmiechnięte buźki i kilka serc na zgodę, a potem wracamy oboje do góry swoich obowiązków.

Wieczorem spotykamy się już w zgoła odmiennej atmosferze. Uwielbiam czas po kłótni, to jak wieczór po letniej burzy. Powietrze oczyszczone z wszelkiej zgnilizny dnia poprzedniego. Wchodzimy do Multikina, szczęśliwi i uśmiechnięci. Nasze oczy atakuje babski tłum. Hordy przyjaciółek, matki z córkami, tony popcornu i hektolitry wygazowanej Coli. Stoją i gapią się na nas, jak stado surykatek, wysuwając raz po raz swoje głowy, z jednolitej masy tłumu. Wyciągają szyje, zerkają skonsternowanym i jakby oburzonym wzrokiem, a potem na powrót chowają ją do tłumu, chichocząc coś złowieszczo pod przypudrowanym nosem. Na tamtą chwilę, nie mam pojęcia o co chodzi. Nie chce nawet zajmować sobie tym umysłu. Stoję tuż obok mojego faceta i przytulam go mocno, ciesząc się z równi, którą złapaliśmy zaledwie kilka godzin temu, w tym szaleńczym biegu, który generuje niemal wszystkie, nasze ostatnie konflikty. On nerwowo wyszukuje wzrokiem w poczekalni Multikina innych, zabłąkanych samców. Są! Gdzieś na końcu tego gęgającego tłumu, stoją dwaj śmiałkowie. Po co? Ciężko stwierdzić, z daleka widać, że wolą nie uczestniczyć w tej gulgoczącej kolejce do wejścia. Ooo… Jest i kolejny samiec! Wkracza pośród surykatki z wielką lufą aparatu i cyka im sztucznie rozchichotane fotki, gdy tulą się i prężą do obiektywu. Zażenowani odwracamy głowy, aby przypadkiem nie znaleźć się w kadrze. Nie sądziliśmy, że premiera Listów do M2. wywołuje tu wrażenia, które trzeba koniecznie uwieczniać dla potomnych.

Zdjęcia cyknięte – kolejka ruszyła… Zbliżamy się do kasy. Wysuwających się z tłumu, maleńkich rozchichotanych główek, ubywa z każdą chwilą. Toną w odmętach ciemnego wejścia sali, nie milknąc w swoim gęganiu. Jesteśmy bliżej i bliżej, aż w końcu nadchodzi nasz moment. Jak zwykle, niebywale sympatyczna pani z kasy prosi o wydruk rezerwacji i nazwisko. Sprawdza, poprawia okulary, patrzy na nas średnio rozgarniętym wzrokiem i pyta rozbrajająco: „Rozumiem, że wchodzi Pani sama?
Sama?! Nie, wchodzimy we dwoje. – rzucam skonsternowana.
Nie może Pani wejść z Panem. Mężczyźni nie mają wstępu na salę kinową. – rezolutnie odpowiada bileterka – „Kino na obcasach” to impreza tylko dla Pań.

Kino na czym do ch…? Nawet obcasów w tym dniu nie ubrałam! Jak to dla kobiet? A niby gdzie było tak napisane? Dlaczego przy sprawdzaniu repertuaru na dany dzień, informacja o seansach zakazanych mężczyznom, nie świeciła po oczach, jak mrygające światełko ostrzegawcze przed przejazdem kolejowym. Przecież wiecie do cholery, że mężczyźni bywają średnio spostrzegawczy, a to ich chcecie powstrzymać przed wejściem do tej, kobiecej gęgarni! Dlaczego nikt nie zakwestionował przelewu dokonanego z konta faceta i rezerwacji dokonanej na jego nazwisko? U rodowitego polaka nie trudno określić płeć po wprowadzonych danych osobowych! Nawet na wydruku potwierdzenia rezerwacji nie ma żadnych informacji o zakazie „posiadania penisa”!

– Ale na stronie jest… – komentuje rozbrajająco bileterka – Liczymy, że nasi klienci interesują się naszą ofertą…

Kiedy zauważa już, że moja irytacja zmierza ku erupcji, poleca odsunąć się na bok, aby wyjaśnić tę niezręczną sytuację, dopiero wówczas, gdy kolejka surykatek (tym silniej wysuwających teraz główki i tym głośniej chichoczących) przewali się już przez linię startu, prowadzącą do kinowej mekki „babskości”. Chwilowo odstępujemy od ataku, gdy jakaś przerośnięta, około studziewięćdziesięciocentymetrowa godżilla na obcasach, przechodząc obok mojego faceta, w nadziei na poklask swoich koleżanek (typowych odprysków efektu cheerleaderki) nachyla się do niego i wykrztusza z samozachwytem: „Panie mężczyzno… Pan nawet obcasów nie ma”! Godżilla i odpryski wybuchają śmiechem i kręcąc tyłeczkami, zbliżają się do wejścia… Ależ mają ubaw! Takie silne i zabawne, wyemancypowane kobiety, samotnie spędzające ten uroczy wieczór… Czyhające tylko, co by tu uczynić, aby dowalić biedakowi, który omyłkowo wdarł się w tę manifę kobiecości!

Jestem kobietą i nie narzekam na brak przyjaciółek. Wiem, jaka przyjemność płynie ze szczerej, babskiej rozmowy i damskich wieczorów w dresach, przy kieliszku dobrego wina, ale na Boga! Nie mogę zrozumieć, o co chodzi nam, kobietom w tak agresywnym manifestowaniu, przebiegu linii demarkacyjnej wymyślonej dla siebie „strefy babskości”! Czy lata upokorzeń, wieki ograniczenia praw i braku równości w dostępnie do życia publicznego, wywróciło nam już w głowach do tego stopnia, aby na każdym kroku bronić naszej „babskości”, jak niepodległości?

Zastanawiałyście się kiedyś, dlaczego faceci nie organizują pokazów Bonda tylko dla facetów? Albo maratonów krwawych horrorów? Przychodzicie do kina ze swoim facetem, a bileter – facet, zwraca się do niego: „Przepraszam, ale Pana dziewczyna nie wejdzie”. To mniej więcej tak, jak wywieszka przed wejściem do restauracji „Klientów z psami nie wpuszczamy”. Co powiedziałybyście na taką zagrywkę? Jakaś mała awanturka – dlaczego wybrał akurat taki film i seans o tej godzinie? Ale to nie koniec upokorzeń na ten wieczór… Wyobraźcie sobie, że jeden z facetów, spoglądających na Was – omyłkowo zaplątaną tu niewiastę w tłumie wygłodniałych samców- przechodząc obok, szepcze Wam do ucha: „Pani Kobieto, Pani nawet zarostu dzisiaj nie zgoliła”!

O co chodzi nam w tym ciągłym udowadnianiu, że jesteśmy silniejsze?! Że tu, ooo dokładnie tutaj i tutaj, przebiega granica naszej strefy, a Tobie mężczyzno wara od niej! Poszedł stąd! Dlaczego kiedy wybieramy się na spotkanie przyjaciółką, mówimy: „Babski wieczór, sorry kochanie”, ale kiedy to facet informuje nas o podobnej, męskiej inicjatywie przy walce KSW, pytamy: „A będą jakieś kobiety? Może weźmiesz mnie ze sobą?”. Wyobrażacie sobie usłyszeć coś podobnego od faceta? „Kochanie, skoro idziesz z Alinką i Karolinką na wieczorną kawkę, może wybrałbym się z Wami? Dawno nie słyszałem, jak synek Alinki radzi sobie z przyjmowaniem stałych pokarmów”. Wiecie dlaczego? Bo faceci nie mają w zwyczaju, wtykać nosa w nasze „babskie strefy”; one ich po prostu nie interesują! Więc powiem teraz coś, co pewnie Was zaskoczy – nie musicie tak bronić dostępu do nich! Żaden normalny samiec nie wejdzie do nich z własnej, nieprzymuszonej woli! Chciałybyśmy, baaardzo byśmy sobie tego życzyły… O jakże byłybyśmy zadowolone, gdy po przyjściu ze spotkania z Alinką, zapytał o kupkę jej synka, ale on jak na złość tego nie robi!

Dlaczego więc, kiedy któraś z nas, ma tyle przypadkowego szczęścia w nieszczęściu, że jej samiec, postanawia w imię jej dobrego samopoczucia, przebrnąć przez zasieki bezsensownie rozciągniętych drutów kolczastych, waszego babskiego pustkowia, strzelacie do niego strzałkami zatrutymi babskim jadem? I to ma być ta nasza babska solidarność? Żaden normalny facet nie chciałby siedzieć na tej sali w pojedynkę, pośród tłumu gulgoczących kobiet; Waszego pewnie też byłoby trudno do tego namówić. Mój, mimo wszystko i pomimo że przez pomyłkę, gotów był wejść na terytorium wroga (który sam o sobie jedynie, lubi myśleć w ten sposób, przy tym podobnych okazjach, odnajdując w sobie siłę, na którą rzekomy „przeciwnik” i tak nie zwraca uwagi). Po cóż więc była Wam ta walka? Co chciałyście czynić w tym iście seksmisyjnym gronie podczas premiery filmu, który jutro, i tak obejrzy kilku nieszczęśników na ogólnodostępnym seansie? Wymieniać się stanikami? Gwarantuję Wam, że i tak nie zwróciłby na to uwagi… Przyszedł tam z kobietą, którą docenia na tyle, że jest gotowy znosić tym podobne poświęcenia, nawet jeśli wynikły one z jego niedopatrzenia i… „dobrej woli”, która skończyła się u facetów jak zwykle. Nie starczyło Wam szczęścia na odnalezienie podobnego? Cóż, to wyjątkowo przykre… Zakamuflujcie się tym szczelniej w swojej „krainie babskości”, a drut – podepnijcie do prądu. Każdy samiec marzy, aby przekroczyć ten upojny Rubikon, w imię miłości do feministki z krwi i kości…

- A word from our sposor -

Przepraszam Kochanie, to tylko Męski Apartheid…