ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

dieta bez glutenuMam wrażenie, że od zawsze atakują mnie z prawej i lewej, informacje na temat zdrowego odżywiania. Mimo, że mam ponad 40 lat i nie uważam, abym odżywiała się szczególnie zdrowo, nie dochowałam się nadwagi. Niestety od jakiegoś czasu narzekam spoglądając na swoje ciało w lustrze; w pewnych, strategicznych miejscach jest go zwyczajnie zbyt wiele. Cellulit też nie pozostaje dla mnie całkowicie obcym zjawiskiem. Ze zdziwieniem jednak zauważyłam ostatnio, że zjawisko to, dotyka również nastolatek, bez nadwagi.

Siłą rzeczy więcej wagi zaczęłam przykładać do pojawiających się artykułów na temat zdrowego odżywiania. Pierwsze miejsce, jeśli chodzi o nagonkę medialną dotyczy glutenu i pszenicy. Mam wrażenie, że z jednej strony atakuje mnie przemysł spożywczy wolny od glutenu, próbując udowodnić, że bez glutenu będę się czuła lepiej; będę zdrowsza, weselsza i oczywiście… piękniejsza. Niestety, gdy ktoś próbuje mnie zrobić w konia, reaguję fochem. Bo jak tu nie reagować fochem, jeśli w reklamie wciska mi się chrupki kukurydziane wolne od glutenu? Rewelacja! Hit sezonu! Ale kukurydza nie zawiera glutenu, więc reklama, w gruncie rzeczy może i prawdziwa; szkoda tylko, że dla niemyślących. I nastawionych na modę żywieniową do granic zdrowego rozsądku. Z drugiej strony, lobby pszeniczne stara się zrobić wszystko, aby przemycić nam pszenicę we wszystkim, co się da – nawet w lodach typu sorbet. Pszenica jest bardzo tania w uprawie. Wyrośnie niemal wszędzie. Mówią nam zatem: „jedzmy i nie panikujmy”.

Wracając jednak do mnie… Ostatnio Pani w żłobku poinformowała mnie, że będę miała synka, bo tak powiedziała jej moja córka (2 lata i 4 miesiące). W dodatku ja mam taki śliczny, okrąglutki brzuszek. O zgrozo! Jakież było jej zdziwienie kiedy okazało się, że ja nie jestem w ciąży, a swojego okrąglutkiego brzuszka, wcale nie uważam za „śliczny”!

Najgorsze jest to, że ta Pani nie była jedyna osobą, która w ostatnim czasie zapytała mnie o to, kiedy rozwiązanie i co tym razem urodzę… Uznałam, że niezwłocznie muszę coś z tym zrobić. Nie uważam, że przejadam się na co dzień lub podjadam. Podobno organizm w pewnym wieku zwalnia, a efektem tego może stać się tycie. Tak, słodzę herbatę i to aż 2 łyżeczki! Jem białe pieczywo, wieprzowinę, łączę ziemniaki z mięsem i surówką. No i piję bardzo mało zwykłej wody. A więc poczytałam, poszperałam i stwierdziłam, że poeksperymentuje na sobie…

Od 1 września nie będę jadła pszenicy, może nawet wyeliminuję z diety gluten. Test ma trwać minimum 30 dni. Docelowo chciałabym w tym stanie około 3 miesięcy, ale moja miłość do makaronów i kluchów, nie pozwala mi postawić tak wysoko poprzeczki. Celem eksperymentu jest sprawdzenie, czy to prawda, że istnieje coś takiego jak pszeniczny brzuch? Czy to prawda, że poczuję się lepiej? W końcu naprawdę czuję się dobrze! Choć… Może sama nie wiem, że moje „dobrze” plasuje się zbyt nisko w skali dobrego samopoczucia. Czy to prawda, że będę miała więcej energii, zniknie mi cellulit, a świat stanie się piękniejszy?

Do eksperymentu zabrałam się dość fachowo, aby móc ocenić jego efekty. Zrobiłam badania analityczne, zważyłam się i zmierzyłam. Pozostaje wyłącznie wytrwać w diecie bez kluchów, makaronów, naleśników oraz pieczywa. No i czekać na efekty, którymi z pewnością podzielę się z Wami za jakiś czas. Sądzicie, że się uda? Tak czy inaczej, trzymajcie kciuki!

Pozdrawiam!

Dorota Śliwińska

Autorka bloga: Mama Dom Praca

- A word from our sposor -

Pszeniczny eksperyment na własnym ciele. Czas start…