Wzruszający list pisany językiem przyjaźni

1
30
pomoc dla ani kobbieciarnia

pomoc dla ani kobbieciarnia

Kilka dni temu na redakcyjną skrzynkę przywędrował mail. List, napisany językiem przyjaźni. O tym, jak wiele siły można z niej wykrzesać, jak wiele drzwi otworzyć i jak bezinteresownie dowieść jej istnienia… Nie sposób było nam przejść obok niego obojętnie. I Wam życzymy tego samego.

„Zastanawiałyście się kiedyś nad własnymi marzeniami? Co by to było? Wygrana w totka, samochód, a może wyjazd na wakacje?
Każda z nas ma swoje marzenia, każda planuje, dąży do realizacji upragnionego celu. Opowiemy Wam historię o naszej przyjaciółce Ani. Dziewczynie, której największym marzeniem jest to, aby normalnie funkcjonować w społeczeństwie. Bez problemu wsiadać do autobusu, pokonywać stopnie, przemieszczać się bez „towarzyszki-laski”

Dlaczego my? Skąd znamy tę historię? Widzimy ją na co dzień i kojarzymy namacalnie. Nazywamy się Basia, Ania i Agnieszka i prowadzimy zbiórkę na rzecz Ani, aby wspomóc ją w realizacji wymarzonego celu. Aby spełnić jej jedyne marzenie.

Ania ma 27 lat, jest niepoprawną romantyczką, studiuje architekturę krajobrazu, twierdzi że, kiedyś zaprojektuje swój zaczarowany ogród. Jej największym marzeniem jest jednak póki co… kupno protezy podudzia.

Historia zaczyna się jak każda inna. Pewnego dnia Ania wsiada do samochodu w towarzystwie ojca. Ot, zwykły wyjazd po zakupy, przeciętny dzień, jak co dzień. Pech chce, że w tym samym czasie, po drugiej stronie miasta do samochodu wsiada ktoś znacznie mniej rozsądny od Ani. Odpala samochód na podwójnym gazie. Trasy podróży Ani i Pana „nierozsądnego” nieoczekiwanie przecinają się w nieszczęśliwym zbiegu okoliczności. Bum!

„Pamiętam tylko pisk opon… i uderzenie” – powtarza Ania po przebudzeniu, które następuje dopiero po kilku dniach od wypadku. Początkowo nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji, z wolna wracając do świata żywych. Reszta toczy się szybko, poza jej udziałem. Marazm przerywa tłumaczenie lekarza, o tym jak bardzo mu przykro, bo „nogi nie udało się  uratować…”. Ale jak to? Dlaczego?

Po czasie fakty składają się w jedną całość. Okazuje się, iż feralnego dnia pijany kierowca poruszając się ze znaczną prędkością, uderzył w samochód prowadzony przez ojca Ani, niemal wbijając go w drzewo. Prawa noga Ani, umiejscowionej na siedzeniu pasażera, została zgnieciona siłą zderzenia. Nikłe szanse uratowania kończyny, spowodowały konieczność jej amputowania. Później były już tylko rok ciężkiego powrotu do rzeczywistości, rehabilitacja. Dotychczasowe marzenia o przyszłości prysły…

Ania przetrwała tę próbę. Dziś jest o 10 lat starsza, ale opowiadając tę historię, pomimo upływu czasu, wciąż nie może powstrzymać łez. Jak sama przyznaje, cieszy się, że w ogóle przeżyli z ojcem to feralne wydarzenie. Przeszła kilka lat terapii, tyle samo zajęło jej pogodzenie się z faktem, że już nie jest w pełni sprawna. Dziś walczy o lepszą protezę. Koszt jej zakupu wynosi 4500zł. Proteza nie jest refundowana, a ta, z którą „zaprzyjaźniła” się obecnie, uniemożliwia Ani w pełni sprawne poruszanie się. Jest sztywna, przez co destabilizuje postawę Anny, zmuszając ją do poruszania się o lasce. Zamiast pomagać – stanowi problem w codziennym przemieszczaniu. Dziewczyna kończy studia, w przyszłości planuje projektować ogrody. Proteza, na którą oszczędza bardzo ułatwi jej codzienne życie. Liczy się więc każda pomoc i każda złotówka. Tak niewiele brakuje, aby zrealizować marzenie Ani. I Ty możesz pomóc!”

Z poważaniem – przyjaciółki Ani:
Agnieszka Pawlik
Barbara Ślusarczyk
Anna Madej

Przeczytaj więcej na:
https://zrzutka.pl/proteza-dla-ani-niech-stanie-sie-w-pelni-niezalezna-svegd2

pomoc dla ani kobbieciarnia

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here