„Życie po raku istnieje. Seksapil też!” – z Pamiętnika nowotworu, Cz. VII

0
24

Dla tych z Was, które śledzą mój Pamiętnik walki z nowotworem, dzisiejszy wpis pozostawać będzie prawdziwą niespodzianką.

Podobnie zresztą dla mnie – to, co stało się obecnie z moim życiem, stanowi pewne novum. Patrząc wstecz, wiem już, że znalazłam się daleko od chwil pogrążonych w smutku, powodowanym nieustanną walką z rakiem. Od początku choroby, odsunęło się ode mnie kilka osób.

Pytacie o powód? Nie znam powodu.

Być może przestraszyły się, że rak przenosi się jak przeziębienie, z organizmu na organizm. Myślicie, że żałuję? Ależ skąd! W ich miejsce przybyło do mojego życiorysu kilkadziesiąt innych, ultra wartościowych osób, których gdyby nie rak – pewnie nigdy nie miałabym szansy poznać. To ludzie, którzy nie wahają się pomóc, smucić lub cieszyć razem ze mną w chwilach z kategorii tych „najcięższych”.

Są gotowi wesprzeć – nie tylko finansowo, choćby w kwestii mojej rehabilitacji czy leczenia, ale duchowo. Wnoszą w moje nowe życie, niezwykłe wartości.

          „Oszczędzam na czasie… Nie mam go na rozmyślania, planowanie i zastanawianie się co dalej. Każdy dzień przynosi mi nowe wyzwania. Nie wiemy ile z nich, jeszcze przed nami…”

Mam energie i siłę do działania. Zmieniałam swoje odżywianie, zaczęłam czytać etykiety na produktach i wybierać te, najmniej przetworzone. Preferuję dzisiaj więcej warzyw i owoców, jadam zdecydowanie mniej mięsa.

Zaczęłam także stałą rehabilitację. Cierpiałam z powodu ciągłych bóli pleców barku oraz prawej ręki. Sprawne ręce i duża wiedza Pani Gosi z Fizjomedu, wpływają na zmniejszenie mojego cierpienia. Bardzo bym chciała kontynuować rehabilitacje przez najbliższe miesiące, niestety – wszystko wiąże się z kosztami.

Od kilku tygodni suplementuję się produktami polskiej firmy Duolife. Zostałam nawet klubowiczką koncernu, a jak stwierdziła moja farmaceutka – stałam się jednocześnie żywą reklamą firmy. „Żywą” to zdecydowanie trafne określenie…

        „W Klubie Duolife poznałam Agnieszkę. Gdyby nie ona… Nie spodziewałam się, że moje schorowane ciało ma w sobie ciągle tyle seksapilu i kobiecego poweru. Przypomniałam sobie co to znaczy być kobietą…”

Aga Dyrcz to cudowna kobieta; właścicielka marki modowej By Agness, modelka, stylistka, projektantka. W jednej z naszych luźnych rozmów, popuściłam lejce. Opowiedziałam o swoich doświadczeniach związanych z nowotworem. O walce z niewiadomym skutkiem i o skrzeczącej w poniżeniu kobiecości, zbrukanej faktem podjęcia decyzji o usunięciu własnej macicy.

Agnieszka słuchała ze zdumieniem i ogromną dozą zrozumienia. Po chwili milczenia wystąpiła z propozycją: SESJA! Zaproponowała mi, że mogłaby zaprojektować sukienkę, SPECJALNIE dla mnie.

Moje ciało?! Okaleczone operacjami i zubożone amputacją, zwiększone o 2 rozmiary, miałoby przyodziać się w suknię projektantki uszytą specjalnie dla mnie; i zaprezentować od strony, o której istnieniu dawno zapomniało? – nie wierzyłam własnym uszom. Marzyłam o czymś takim od chwili, w której zaczęłam wracać do siebie. Po małych kroczkach, przyszedł czas, na milowy krok. Krok wstecz. W stronę powrotu do prawdziwej kobiecości…

Upał dawał się we znaki, ale ja i druga koleżanka z Duo, Maja Wrzos, nie dałyśmy za wygraną. Zrobiłyśmy to dla siebie. I dla setek kobiet o podobnym do naszego, mocno powątpiewającym poczuciu własnej wartości.

Czy było warto? Ocenę pozostawię Wam, Kochane KoBBietki. Swoją odpowiedź już odnalazłam i zachowam na długo w pamięci…

Pozdrawiam,

Sylwia Malarz

autorka bloga: Różowa rękawica


sesja wykonana przy współpracy makijażysty – Aleksandry Jakubiec oraz fotografa – Natalii Sołtysik

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here