Superfood, slow-food, żywność funkcjonalna. O co tyle SZUMU?!

0
481

Moda na zdrowe odżywianie bije rekordy popularności. Dookoła wszyscy uprawiają „slow jogging” chcą być „fit”, jeść tylko „superfood” i żyć wedle idei „slow”. Myślicie, że to puste, nic nie znaczące slogany, które przyszły wraz z korporacyjną nowomową i najpewniej miną wraz z hmm… No właśnie, kiedy? Może osiągnięciem dojrzałości mentalnej pokolenia dzisiejszych hipsterów?

Nie… Tak szybko nie znikną z naszego języka, z naszej codzienności. Wręcz przeciwnie, śmiem twierdzić, że głęboko zakorzenią się w naszym życiu! Dlaczego? Bo SEZON NA ZDROWIE JEST ZAWSZE.

Tak, wszystkie powyższe zwroty to symbole nawrócenia człowieka na bycie świadomym konsumentem, świadomym nie tylko w temacie”wiem co jem, wiem, co piję”, ale świadomym również własnego jestestwa, człowieczeństwa i tego, co dla nas, jako rasy, pomału dążącej ku zagładzie, pozostaje już chyba ostatnią deską ratunku.

Znacie logo SLOW FOODU? To ślimak. To małe, niepozorne stworzenie swoim „podejściem do życia” sugeruje, aby zwolnić. Idea slow foodu narodziła się w proteście przeciwko „fast life” i wszechobecnym „fast foodom”. W myśl jej założeń, świat pędzi do przodu, a ludzie to niemi niewolnicy „szybciej”, „lepiej”, „wydajniej”. „Lepiej” wcale nie oznacza „szybciej”. Według slow-foodowców jest dokładnie odwrotnie. To „wolniej” gwarantuje nam utraconą w wirze globalnej prędkości jakość, rozkosz i zmysłową przyjemność. Kiedy tylko przystopujemy, jesteśmy w stanie odkryć na nowo smak, często porzucony na rzecz fast foodów i żywności przetworzonej.

Slowfood rozumiany jako ruch, to międzynarodowa organizacja non – profit skupiająca w swoim obrębie entuzjastów odkrywania smaku na nowo. Jako marka, wcielająca w życie różnorodne projekty, zapewnia ochronę produktom regionalnym i lokalnym, wytwarzanym według starych, przekazywanych z pokolenia na pokolenie receptur

Zgodnie z ideą slowfoodu w naszym jadłospisie powinna znaleźć się żywność nieprzetworzona, pochodząca od rodzimych producentów i wytwórców żywności. Warto zatem sięgnąć po ekologiczne, pokrzywione, brudne marchewki, a te piękne, proste, pomarańczowe zostawić na półce w markecie – przecież tak ładnie tam wyglądają!

Slowfood, slowfoodem ale czym w takim razie SUPERFOODS? To określenie może być interpretowane różnorako. Bywa, że odbierane jest pejoratywnie, kojarzy się bowiem z czymś „super” czyli sztucznie udoskonalonym. Nic bardziej mylnego. Mianem superfoods określane są tylko naturale produkty żywnościowe, które w dosłownym rozumieniu pozostają swoistą „bombą witaminową” i „eliksirem życia”. Posiadają potężny arsenał pierwiastków i minerałów niezbędnych dla prawidłowego funkcjonowania naszego organizmu, co zostało potwierdzone naukowo.  Powiem więcej, superfood to nic nowego. Każdy z nas zna przecież czosnek, miód, jarmuż, orzechy, cytrynę, kapustę kiszoną czy korzyści płynące ze spożycia ryb. Fenomen superfood to głównie nazwa. Zabieg PR-owy, zmierzający do tego, aby przekonać nas do spożywania zdrowych, wartościowych produktów. I dobrze. Oby więcej tym podobnych, pozytywnych kampanii marketingowych.

Kompleksowa lista superfoods nie istnieje. Pamiętajmy, że wiele spośród tych artykułów żywnościowych mamy pod ręką, w naszym własnym domu. Jeśli chcemy sięgnąć po te bardziej egzotyczne, polecam: amarantus, jagody goi, spirulinę, noni czy aloes.

Inaczej sprawa ma się z ŻYWNOŚCIĄ FUNKCJONALNĄ. To taki rodzaj pokarmu, który korzystnie wpływa na nasze zdrowie, np. obniża ciśnienie, wzmacnia odporność i reguluje procesy trawienne, co zostało potwierdzone badaniami klinicznymi. Do żywności funkcjonalnej zaliczamy między innymi superfoods, ale nie tylko. Mianem żywności funkcjonalnej określane są również produkty naturalne, wzbogacane w substancje korzystnie wpływające na nasze zdrowie.

Przyjrzyjmy się definicji według Functional Food Science in Europe (FUFOSE): „Żywność może być uznana za funkcjonalną, jeśli udowodniono jej korzystny wpływ na jedną lub więcej funkcji organizmu ponad efekt odżywczy. Wpływ ten polega na poprawie stanu zdrowia oraz samopoczucia i/lub zmniejszania ryzyka chorób. Żywność funkcjonalna musi przypominać swoją postacią żywność konwencjonalną i wykazywać korzystne działanie na organizm w ilościach, które oczekuje się, że będą normalnie spożywane z dietą – przy czym nie są to tabletki, kapsułki ani krople, ale część składowa prawidłowej diety.

Wniosek jest prosty. Do żywności funkcjonalnej zaliczane są również wszelkiego rodzaju produkty naturalne, sztucznie wzbogacane przez producentów na przykład w witaminy (płatki śniadaniowe, soki), bakterie probiotyczne (jogurty), kwasy Omega 3 czy sterole i stenole (oleje, margaryny). Warto jednak zaznaczyć, że z jednej strony wzbogacamy coś, żeby było zdrowsze, a z drugiej strony możemy również ten proces odwrócić. Producenci żywności są w stanie pozbawić żywność funkcjonalną np. nadmiernej ilości cholesterolu, czyli zmniejszyć ilość składników niepożądanych dla naszego zdrowia i dobrego samopoczucia.

I tu pojawia się pytanie. Czy warto wybierać żywność zdrową, ale modyfikowaną technologiczne, czy zasadniej jest zaufać naturze? I z tym pytaniem Was zostawiam, bo wiem, że macie już jasność czym jest slow food, superfood i wiecie, że na pewno warto unikać „fast life” i „fast food”.

P.S „Niech żywność będzie twoim lekiem, a lek twoją żywnością” – Hipokrates

Pozdrawiam!

Anna Maja Wasilewska

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj